Bora i Fila. Dwie suczki z tego samego miotu . Urodziły się w Górkach Noteckich, za Gorzowem Wielkopolskim i stamtąd trafiły po różnych perypetiach do naszego Koła.

Fila Maćka , Bora moja. Jak odbierałem Borkę od hodowcy, przemiłego Adama Handzela po raz pierwszy usłyszałem: "One nie giną".

bora_fila

Na Hubertusie zapada decyzja : idą w miot . No i poszły . Kilka miotów całkiem, całkiem obiecująco, ale na koniec został największy, od Żwirówki do Podwójnej Czatki. Zostawiamy psy naganiaczom, siadamy na furę i wio ! Odjeżdżamy do tyłu, przez Korczew, suczki smętnie za nami patrzą . Powoli okrążamy rozległy miot i czekamy.W miocie coś się dzieje, psy szczekają, ale na strzał nic nie wychodzi. Spotykamy się na zbiórce i korzystając z resztek słońca zasiadamy do biesiady przy stole ustawionym na łące. Jest przyjemnie i wesoło, ale kilku kolegów niepokoi się : Gdzie są psy ? - "One nie giną" , odpowiadam butnie.

Mijają godziny, zostajemy z Maćkiem sami. Co robić ? Gwiżdżę z całych sił, nie ma efektów.
Niestety zaczynają dzwonić żony....Atmosfera robi się napięta. Nie pomaga zapewnienie że one nie giną.
Pada kapuśniaczek, zapada zmierzch. Pewność siebie na poziomie bardzo niskim, blisko zera.

Po pięciu godzinach od zakończenia polowania jedziemy na miejsce gdzie rozstaliśmy się z suczkami.

A tam .... w świetle reflektorów majta się jakiś czarny ogon ! Która to ? Uff ! Maciek ma swoją !

- One nie giną, pociesza mnie odprężony kolega . Telefony dzwonią co kilka minut, one nie giną , chyba oszaleję !

A deszcz pada, pada, noc choć oko wykol . Gwiżdżę przez okno samochodu . Jest źle.

- A może wystrzelę kilka razy ? Proponuje Maciek . Otwiera tylne drzwi aby dobyć broni.
- Krzysiek, tu są obydwie !

Do dziś Bora nie przyznała się co zmalowała, ale chyba cały czas była z nami ...
Rzeczywiście, one nie giną . Ale ich właścicielom zdarza się pobłądzić.

Krzysztof Gregorczyk 2008